Polub nas na Facebooku
Czytasz: Matka dwulatki zakażonej koronawirusem: "Nikomu nie zapaliła się lampka, że chodzi o dziecko"
menu
Polub nas na Facebooku

Matka dwulatki zakażonej koronawirusem: "Nikomu nie zapaliła się lampka, że chodzi o dziecko"

Dziewczynka zarażona koronawirusem

zrzut ekranu

- My nie jesteśmy takimi rodzicami, że zaraz wpadamy w panikę. Nic nie sugerowało, żebyśmy mogli się bać. Gdzieś tam ten dzwonek się obudził kiedy gorączka w nocy przekroczyła 40, 2 stopnie Celsjusza – wspomina mama dziewczynki. Pani Anna i pan Tomasz przez wiele dni bezskutecznie prosili o pomoc, dla swojej 2-letniej córki, która miała objawy zarażenia koronawirusem.

Wirus w kopalni

Mąż pani Anny jest górnikiem. Po badaniach przesiewowych, przeprowadzonych w kopalni, okazało się, że jeden z górników ma wynik dodatni. Pan Tomasz z całą rodziną został skierowany na kwarantannę.

Na początku nic nie wskazywało, żeby ktoś z pięcioosobowej rodziny był zarażony. Po kilku dniach, ich córka zaczęła mieć objawy podobne do tych, które towarzyszą zakażeniu.

Redakcja poleca:
OCZYwiście dieta. Co jeść, żeby mieć dobry wzrok?  Materiał sponsorowany
Dlaczego się topimy? Ratownik: zawodzą nas umiejętności i... psychika
10 zdrowotnych właściwości kardamonu. Na problemy trawienne i na potencję!

- U naszej dwuletniej Marysi zaczęło się od gorączki. Nie jesteśmy rodzicami, którzy panikują, ale kiedy w nocy termometr wskazał ponad 40 stopni u dziecka, które waży 10 kg zrobiło się poważnie – opowiada Anna Piechaczek.

- Gorączka, kaszel, duszności na pewno powinny rodziców zaniepokoić. U dzieci z COVID-19 stwierdzano także biegunkę, zaburzenia węchu i smaku. Dzieci, które przestają jeść, szybko się odwadniają i wymagają nawadniania dożylnego. Dzieci z takimi objawami powinniśmy podejrzewać o COVID–19 – komentuje Lidia Stopyra, ordynator oddziału chorób infekcyjnych i pediatrii Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

Zobacz też: Raport specjalny o koronawirusie

Rodzice zaczęli szukać pomocy. Dzwonili do szpitala w Żorach, w Rybniku, na numer 112, do sanepidu. Wszyscy odsyłali ich z kwitkiem, bo wciąż nie mieli wyników testów na obecność koronawirusa. Nikt nie wiedział, gdzie ich skierować, czy do szpitala jednoimiennego, czy na zwykły oddział pediatryczny.

- Najbardziej frustrująca była ta spychologia. Jedni odsyłali nas do drugich i nikt nie umiał konkretnie pomóc – wspomina Piechaczek.

- Dziecko z kwarantanny powinno być izolowane, ale dwulatek z wysoką gorączką na pewno wymaga zbadania przez lekarza. Może to być zwykła infekcja wirusowa, ale może być na przykład sepsa – dodaje Lidia Stopyra.

Po wielu telefonach i prośbach do rodziny w końcu przyjechał wymazobus. Pobrano od wszystkich próbki. Rodzina cierpliwie czekała na wyniki testów. Po kilku dniach bezskutecznego oczekiwania na wynik pracownik sanepidu przyznał, że ich wymazy zaginęły.

- System zapomniał o takich jak my, o ludziach w kwarantannie z problemem zdrowotnym – mówi Anna Piechaczek.

Wyczekiwana pomoc

Po tygodniu oczekiwań, rodzina na własną rękę znalazła pomoc w szpitalu w Raciborzu. Najpierw lekarka przeprowadziła z matką ponad pół godzinny wywiad telefoniczny, a następnie przekazała informację, że przyjedzie po nich transport medyczny.

- Kiedy w końcu przyjechała karetka po córkę i razem z mężem pojechała do szpitala wiedziałam, że jest bezpieczna. Choć myśl, że mnie z nią nie będzie była trudna do przyjęcia. To był moment, kiedy emocje wzięły górę, siadłam do komputera i opisałam całą sytuację – opowiada Anna Piechaczek.

Pani Anna nie przebierała w słowach.

„Co się człowiekowi na usta ciśnie to każdy wie. Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasie pandemii? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawieni sami sobie…”

W szpitalu okazało się, że córka ma wynik dodatni, wkrótce wykazano, że zakażony jest także ojciec. Na jedenaście dni zostali w szpitalu.

- Cała sytuacja wiele nas kosztowała. Gdyby chodziło o mnie czy męża, to pewnie po prostu byśmy to przeleżeli. Tu chodziło o małe dziecko. Potrzebna jest iskierka dobrej woli, niech pracownicy sanepidu pamiętają, że po drugiej stronie telefonu jest człowiek i realne problemy – kończy Anna Piechaczek.

Cały reportaż zobaczycie na stronie Uwaga! TVN.

Zobacz film: Uwaga! TVN: Matka dwulatki zakażonej koronawirusem: System zapomniał o takich, jak my

źródło: Uwaga! TVN

Czy artykuł okazał się pomocny?
Tak Nie
69
4
Polecamy
Uwaga!TVN:
Dramatyczna walka z czasem.
Rodzina zarażona koronawirusem
Uwaga!TVN: Dramatyczna walka z czasem. Rodzina zarażona koronawirusem Dzień Dobry TVN
Koronawirus w Kaliszu.
Zarażony personel i pacjenci dwa tygodnie czekali na ewakuację – zobacz reportaż Uwaga!
TVN
Koronawirus w Kaliszu. Zarażony personel i pacjenci dwa tygodnie czekali na ewakuację – zobacz reportaż Uwaga! TVN TVN zdrowie
Uwaga!
TVN:
Jak wygląda powrót do życia po COVID-19?
Uwaga! TVN: Jak wygląda powrót do życia po COVID-19? TVN zdrowie
Uwaga!
TVN.
Jak przebiega kwarantanna?
"Trzy dni nikt nie zapytał z kim chory miał kontakt" 
Uwaga! TVN. Jak przebiega kwarantanna? "Trzy dni nikt nie zapytał z kim chory miał kontakt"  Dzień Dobry TVN
Komentarze (0)
Nie przegap
Olejek rycynowy na włosy, rzęsy i... opaloną skórę. Skąd się bierze jego pielęgnacyjna moc?
Olejek rycynowy na włosy, rzęsy i... opaloną skórę. Skąd się bierze jego pielęgnacyjna moc?
Pluskwa. Jak rozpoznać ugryzienia przez pluskwy i jak sobie z nimi radzić?
Pluskwa. Jak rozpoznać ugryzienia przez pluskwy i jak sobie z nimi radzić?
Co to są kapary? Jakie posiadają wartości odżywcze i właściwości lecznicze?
Co to są kapary? Jakie posiadają wartości odżywcze i właściwości lecznicze?
Menopauza przed 40.? To możliwe! Jak rozpoznać przedwczesną menopauzę?
Menopauza przed 40.? To możliwe! Jak rozpoznać przedwczesną menopauzę?
Kabotegrawir - lek, który w końcu pokona wirusa HIV?
Kabotegrawir - lek, który w końcu pokona wirusa HIV?
Wystawiasz blizny na słońce. To błąd! Sprawdź, dlaczego trzeba je chronić
Wystawiasz blizny na słońce. To błąd! Sprawdź, dlaczego trzeba je chronić